Dzień dobry wszystkim!
Chciałabym wszystkim podziękować za... 1000 wyświetleń!
Dziękuję, dziękuję, dziękuję!
Nie spodziewałam się tak dużego zainteresowania! :)
Bardzo jest mi miło i liczę, że niedługo będzie Was więcej.
Pozdrawiam! :)
-------------------------
PS. Rozdział pojawi się niedługo, ponieważ mam małe przemeblowanie w domu i nie mam za bardzo czasu :)
"Ci, którzy nas kochają tak naprawdę nigdy nas nie opuszczą." - dalsze losy Złotej Trójki
Koniec z wojną! Koniec ze Śmierciożercami! Koniec z Voldemort'em! Ale czy na pewno? Jaki okaże się powrót Wielkiego Inkwizytora Hogwartu? Mimo, że minęły już cztery lata od wojny, jej poglądy są dalej aktywne. Chce wytępić wszystkie "szlamy" i nic jej w tym nie powstrzyma, a przecież jedną ze "szlam" jest Hermiona...
niedziela, 14 sierpnia 2016
czwartek, 4 sierpnia 2016
Rozdział 7
Ron jak zwykle aportowal się koło swojego domu. Pchnął skrzypiącą bramkę i wszedł po trzech schodkach na małą altankę. W oknie widział Hermionę krzątającą się po kuchni. Otworzył drzwi i wszedł do domu, zostawiając płaszcz na wieszaku. Kwiatki, które kupił po drodze, schował za plecami. Hermiona była ubrana w sukienkę i stała w kuchni.
- Wróciłem! - powiedział Ron i podszedł ucałować narzeczoną i dać jej bukiet.
Hermiona przywitała się z mężczyzną i pocałowała w podzięce za kwiaty, które niezmiernie ją ucieszyły. Wsadziła je od razu do wazonu i usiedli do stołu. Sprawa z Krumem nie dawała jej jak na razie spokoju. Hermiona z zafascynowaniem słuchała o dzisiejszej wizycie Ron'a i Harry'ego w św. Mungu, a gdy zaczęła opowiadać o sukcesie WESZ, już całkowicie zapomniała o jej byłym wielbicielu. Po kolacji razem z narzeczonym spędzili miły wieczór we własnym towarzystwie.
Nazajutrz Ron jak zwykle ruszył do pracy, a Hermiona z racji dnia wolnego planowała odwiedzić swoją przyjaciółkę, Ginny. Pożegnała Ron'a całusem w policzek i sama zaraz po nim apotowała się do Nory. W drzwiach przywitała ją pani Weasley.
- Hermiona! Jak miło Cię widzieć! Siadaj i opowiadaj co u Ciebie i Ron'a. - pani Weasley przytuliła ją i od razu zaprowadziła do kuchni.
- Wszystko dobrze. - uśmiechnęła się Hermiona. - Przyszłam do Ginny. Jest u siebie?
- Tak. Kończy pakować rzeczy. Jutro ma je przenieść do Doliny Godryka. - uśmiechnęła się pani Weasley i wróciła do robienia obiadu.
Hermiona wspięła się po schodach do pokoju rudowłosej. Jeszcze niedawno sama tu mieszkała, gdy z Ron'em szukali dla siebie domu. Teraz Ginny przeprowadza się do Harry'ego i zaczną przygotowania do ślubu.
Hermiona uchyliła drzwi i zauważyła swoją przyjaciółkę nerwowo przykładająca do siebie dwie bluzki i przeglądająca się w lustrze.
- Zdecydowanie zielona. - zaśmiałą się i krzyżując ręce na piersi oparła się o futrynę.
Ginny obróciła się szybko i zaskoczona przybyciem przyjaciółki od razu rzuciła się jej na ręce.
- Mionka! - zawołała i pociągnęła dziewczynę na kanapę.
Przyłożyła do siebie wie bluzki i zapytała dziewczynę:
- Na pewno zielona?
- Pasuje Ci do włosów i oczu. - uśmiechnęła się Hermiona i wzięła do ręki Proroka Codziennego z komody.
Przeglądnęła go, ale nic nie zwróciło jej uwagi. W tym czasie Ginny przebrała się już w zieloną bluzkę i w myślach przyznała przyjaciółce rację. Miała nadzieję, że Harry'emu tez się spodoba.
- Ginny, chciałam z Tobą pogadać. - powiedziała Hermiona.
- Coś się stało? - zaniepokoiła się Ginny.
- Niee... Tak. - westchnęła Hermiona. - Wrócił Wiktor Krum i chce się ze mną zobaczyć.
- Chyba nie mówisz, że pójdziesz. - zagadnęła Ginny.
- Muszę, inaczej on się nie odczepi i jeszcze przyjdzie do nas jak w domu będzie Ron, a wiesz, że ten go nie za bardzo toleruje. - westchnęła Hermiona.
- Okej. Rób co uważasz za odpowiednie, ale pamiętaj, że masz narzeczonego. - powiedziała Ginny i przytuliła przyjaciółkę dla dodania jej otuchy.
Pogadały jeszcze chwilkę i Hermiona wróciła do swojego domu. Znalazła czysty kawałek pergaminu i wysłała wiadomość do Wiktora. Teraz tylko pozostało jej czekanie na odpowiedź.
---------------
Hej!
Wyjeżdżam i nie będzie mnie :(
Następny rozdział oczekujcie po weekendzie :)
Pozdrawiam i zapraszam do komentowania!
- Wróciłem! - powiedział Ron i podszedł ucałować narzeczoną i dać jej bukiet.
Hermiona przywitała się z mężczyzną i pocałowała w podzięce za kwiaty, które niezmiernie ją ucieszyły. Wsadziła je od razu do wazonu i usiedli do stołu. Sprawa z Krumem nie dawała jej jak na razie spokoju. Hermiona z zafascynowaniem słuchała o dzisiejszej wizycie Ron'a i Harry'ego w św. Mungu, a gdy zaczęła opowiadać o sukcesie WESZ, już całkowicie zapomniała o jej byłym wielbicielu. Po kolacji razem z narzeczonym spędzili miły wieczór we własnym towarzystwie.
Nazajutrz Ron jak zwykle ruszył do pracy, a Hermiona z racji dnia wolnego planowała odwiedzić swoją przyjaciółkę, Ginny. Pożegnała Ron'a całusem w policzek i sama zaraz po nim apotowała się do Nory. W drzwiach przywitała ją pani Weasley.
- Hermiona! Jak miło Cię widzieć! Siadaj i opowiadaj co u Ciebie i Ron'a. - pani Weasley przytuliła ją i od razu zaprowadziła do kuchni.
- Wszystko dobrze. - uśmiechnęła się Hermiona. - Przyszłam do Ginny. Jest u siebie?
- Tak. Kończy pakować rzeczy. Jutro ma je przenieść do Doliny Godryka. - uśmiechnęła się pani Weasley i wróciła do robienia obiadu.
Hermiona wspięła się po schodach do pokoju rudowłosej. Jeszcze niedawno sama tu mieszkała, gdy z Ron'em szukali dla siebie domu. Teraz Ginny przeprowadza się do Harry'ego i zaczną przygotowania do ślubu.
Hermiona uchyliła drzwi i zauważyła swoją przyjaciółkę nerwowo przykładająca do siebie dwie bluzki i przeglądająca się w lustrze.
- Zdecydowanie zielona. - zaśmiałą się i krzyżując ręce na piersi oparła się o futrynę.
Ginny obróciła się szybko i zaskoczona przybyciem przyjaciółki od razu rzuciła się jej na ręce.
- Mionka! - zawołała i pociągnęła dziewczynę na kanapę.
Przyłożyła do siebie wie bluzki i zapytała dziewczynę:
- Na pewno zielona?
- Pasuje Ci do włosów i oczu. - uśmiechnęła się Hermiona i wzięła do ręki Proroka Codziennego z komody.
Przeglądnęła go, ale nic nie zwróciło jej uwagi. W tym czasie Ginny przebrała się już w zieloną bluzkę i w myślach przyznała przyjaciółce rację. Miała nadzieję, że Harry'emu tez się spodoba.
- Ginny, chciałam z Tobą pogadać. - powiedziała Hermiona.
- Coś się stało? - zaniepokoiła się Ginny.
- Niee... Tak. - westchnęła Hermiona. - Wrócił Wiktor Krum i chce się ze mną zobaczyć.
- Chyba nie mówisz, że pójdziesz. - zagadnęła Ginny.
- Muszę, inaczej on się nie odczepi i jeszcze przyjdzie do nas jak w domu będzie Ron, a wiesz, że ten go nie za bardzo toleruje. - westchnęła Hermiona.
- Okej. Rób co uważasz za odpowiednie, ale pamiętaj, że masz narzeczonego. - powiedziała Ginny i przytuliła przyjaciółkę dla dodania jej otuchy.
Pogadały jeszcze chwilkę i Hermiona wróciła do swojego domu. Znalazła czysty kawałek pergaminu i wysłała wiadomość do Wiktora. Teraz tylko pozostało jej czekanie na odpowiedź.
---------------
Hej!
Wyjeżdżam i nie będzie mnie :(
Następny rozdział oczekujcie po weekendzie :)
Pozdrawiam i zapraszam do komentowania!
wtorek, 2 sierpnia 2016
Rozdział 6
Hermiona była w szoku. Za drzwiami stał Wiktor Krum. Ten sam, którego zapamiętała ze ślubu Bill'a i Fleur. Wydawał się w ogóle nie zmienić. Dalej miał szpiczasty nos i króciutko przycięty zarost. Kobiety w jego towarzystwie pewnie alej reagowały cichutkimi uśmieszkami. Chociaż była zaręczona, jego uroda i męskość dalej wzbudzały i w niej wiele emocji.
- Witaj, Wiktorze. - powiedziała Hermiona i uścisnęła jego wyciągniętą rękę.
Mężczyzna podniósł ją do ust i delikatnie ucałował co wywołało rumieńce na policzkach Hermiony. Uśmiechnął się na ten widok. Hermiona była zaniepokojona. Za chwilę miał wrócić Ron, więc musiała jakoś spławić przybysza, by nie wzbudzał podejrzeń.
- Co tu robisz? - zapytała Hermiona.
- Przyjechałem do Ciebie. - uśmiechnął się Wiktor. - Mogę wejść?
Hermiona zaskoczona w pierwszym momencie nie mogła wydusić słowa, ale w końcu, przypominając sobie o kolacji postanowiła pozbyć się nieproszonego gościa.
- Niestety, ale jestem umówiona i śpieszę się. Spotkajmy się kiedy indziej. - powiedziała w nadziei, że to go przegoni.
- No dobrze. - westchnął Krum. - Do zobaczenia.
Wiktor chciał pocałować Hermionę w policzek, ale ta się odsunęła i posłała mu blady uśmiech. Mężczyzna wycofał się z entuzjazmem. Ponownie znowu ją zobaczy!
A Hermiona? Zamknęła szybko drzwi i oparła się o nie plecami głęboko oddychając.
"Co za dzień" - pomyślała i ruszyła do kuchni wyciągnąć pieczeń z piekarnika.
- Witaj, Wiktorze. - powiedziała Hermiona i uścisnęła jego wyciągniętą rękę.
Mężczyzna podniósł ją do ust i delikatnie ucałował co wywołało rumieńce na policzkach Hermiony. Uśmiechnął się na ten widok. Hermiona była zaniepokojona. Za chwilę miał wrócić Ron, więc musiała jakoś spławić przybysza, by nie wzbudzał podejrzeń.
- Co tu robisz? - zapytała Hermiona.
- Przyjechałem do Ciebie. - uśmiechnął się Wiktor. - Mogę wejść?
Hermiona zaskoczona w pierwszym momencie nie mogła wydusić słowa, ale w końcu, przypominając sobie o kolacji postanowiła pozbyć się nieproszonego gościa.
- Niestety, ale jestem umówiona i śpieszę się. Spotkajmy się kiedy indziej. - powiedziała w nadziei, że to go przegoni.
- No dobrze. - westchnął Krum. - Do zobaczenia.
Wiktor chciał pocałować Hermionę w policzek, ale ta się odsunęła i posłała mu blady uśmiech. Mężczyzna wycofał się z entuzjazmem. Ponownie znowu ją zobaczy!
A Hermiona? Zamknęła szybko drzwi i oparła się o nie plecami głęboko oddychając.
"Co za dzień" - pomyślała i ruszyła do kuchni wyciągnąć pieczeń z piekarnika.
piątek, 29 lipca 2016
Miniaturka #2 Draco + Hermiona
Hermiona szła właśnie do pokoju wspólnego Gryfonów. Zamierzała poświęcić czas na czytaniu którejś z książek wypożyczonych wczoraj z biblioteki. Kątem oka zauważyła blond czuprynę, która mignęła jej w stronę biblioteki. Postanowiła to sprawdzić, bo w końcu jest prefektem naczelnym. Ruszyła za postacią, która jej kogoś przypominała. Wślizgnęła się przez uchylone drzwi do biblioteki i znowu mignęły jej przed oczami blond włosy. Hermiona wiedziała kto to może być.
Draco Malfoy.
Wchodził właśnie do działu Ksiąg Zakazanych. W ręce połyskiwał mu srebrny klucz. Hermiona zdenerwowana weszła tam za nim. W środku nie mogła go nigdzie znaleźć. Już bała się, że to był Irytek, który chciał jej zrobić na złość. Wróciła do głównych drzwi, ale te były zamknięte. Hermiona nie miała przy sobie różdżki, więc tylko uderzała w drzwi coraz bardziej zdenerwowana. Zaczęła nerwowo pukać do drzwi i wołać o pomoc.
- Nie trudno było Cię tu zwabić. - Hermiona usłyszała czyjś głos za sobą.
Obróciła się i przylgnęła plecami do drzwi. W dalszym ciągu ciągnęła za klamkę w nadziei, że ta ustąpi. Rozglądnęła się na boki i nikogo nie zauważyła. Przestraszona zaczęła znowu natarczywie pukać do drzwi.Jej oddech przyśpieszył, a ona czuła się jak po długim biegu.
- Są zamknięte. - usłyszała znowu za sobą ten głos.
Obróciła się pomału, a kątem oka zauważyła postać. Znowu przylgnęła do drzwi i wpatrywała się w osobę przed nią.
- Czego chcesz? - spytała, kiedy nabrała trochę odwagi.
- Poznajesz mnie? - zapytała postać, ściągając kaptur z głowy.
Hermiona zobaczywszy kto to jest jeszcze bardziej się zdenerwowała.
- Malfoy! - krzyknęła prawie wypluwając to słowo z ust.
- Witaj Granger. - zaśmiał się Dracon. - Podoba Ci się tu? - spytał i rozglądnął się wokół.
- Wypuść mnie stąd! - krzyknęła.
- A co? Strach Cię obleciał? - zadrwił Draco.
- A nawet jeśli to co? Przetrzymujesz mnie tu jak jakiegoś więźnia! To nie jest Azkaban! - krzyknęła Hermiona.
Dracon pojmując słowa brunetki, podszedł do niej szybkim krokiem i złapał za policzki.
- Nie chciałem Cie przestraszyć. - szepnął.
Hermiona zaskoczona jego nagłą zmianą chciała coś powiedzieć, ale przeszkodził jej w tym jego palec na jej ustach. Poczuła jaką ma aksamitna skórę, a on wreszcie dotknął tych malinowych ust. Był zaskoczony jak delikatne i gładkie są.
- Nie psuj chwili. - szepnął.
Hermiona nie mogła nic powiedzieć, więc tylko patrzyła mu się w oczy. Wiedziała co Draco zaraz zrobi. Rozum podpowiadał jej, że nie powinna mu pozwolić. Przecież to jej wróg! Ale serce chciało tego. Pragnęła tego, jakby było to jej najskrytsze pragnienie. Draco widząc minę dziewczyny uśmiechnął się i powoli zbliżył się do niej. Sam tego chciał, a że za dwa tygodnie koniec szkoły, mógł już nigdy nie zasmakować tych ust. Draco przybliżył się i stykał się z dziewczyną nosami. Ich oddechy zmieszały się, a chłopak mógł poczuć jej perfumy. Świat przestał ich obchodzić. Tylko oni liczyli się w tej chwili. Nie mogąc wytrzymać napięcia w tym samym momencie zderzyli się w pocałunku, który wyrażał pożądanie i tęsknotę. Pocałunek trwał i trwał, a gdy Draco odsunął się by zaczerpnąć powietrza ujrzał zaróżowione policzki brunetki. Uśmiechnął się i jeszcze raz musnął jej usta. Na co ona zareagowała tym samym. Wreszcie odsunęli się na dobre. Draco wpatrywał się w oczy brunetki i głaskał ją po policzku.
- Kocham Cię. - szepnął, a po chwili sam zdziwił się swoimi słowami.
Hermiona zaskoczona,, a jednocześnie ucieszona tymi słowami pocałowała Dracona jeszcze raz.
- Ja Ciebie też. - uśmiechnęła się.
Draco otworzył drzwi i razem ramię w ramię, trzymając się za ręce wyszli z biblioteki. Chłopak odprowadził ją do pokoju Gryfonów i jeszcze raz pocałował dziewczynę.
- Dobranoc. - uśmiechnął się i odszedł.
Hermiona jak i Draco nie mogli zasnąć tej nocy. Czuli na swoich ustach dotyk ust tej drugiej osoby. Hermiona była szczęśliwa, a Draco wreszcie poczuł się kochany.
Draco Malfoy.
Wchodził właśnie do działu Ksiąg Zakazanych. W ręce połyskiwał mu srebrny klucz. Hermiona zdenerwowana weszła tam za nim. W środku nie mogła go nigdzie znaleźć. Już bała się, że to był Irytek, który chciał jej zrobić na złość. Wróciła do głównych drzwi, ale te były zamknięte. Hermiona nie miała przy sobie różdżki, więc tylko uderzała w drzwi coraz bardziej zdenerwowana. Zaczęła nerwowo pukać do drzwi i wołać o pomoc.
- Nie trudno było Cię tu zwabić. - Hermiona usłyszała czyjś głos za sobą.
Obróciła się i przylgnęła plecami do drzwi. W dalszym ciągu ciągnęła za klamkę w nadziei, że ta ustąpi. Rozglądnęła się na boki i nikogo nie zauważyła. Przestraszona zaczęła znowu natarczywie pukać do drzwi.Jej oddech przyśpieszył, a ona czuła się jak po długim biegu.
- Są zamknięte. - usłyszała znowu za sobą ten głos.
Obróciła się pomału, a kątem oka zauważyła postać. Znowu przylgnęła do drzwi i wpatrywała się w osobę przed nią.
- Czego chcesz? - spytała, kiedy nabrała trochę odwagi.
- Poznajesz mnie? - zapytała postać, ściągając kaptur z głowy.
Hermiona zobaczywszy kto to jest jeszcze bardziej się zdenerwowała.
- Malfoy! - krzyknęła prawie wypluwając to słowo z ust.
- Witaj Granger. - zaśmiał się Dracon. - Podoba Ci się tu? - spytał i rozglądnął się wokół.
- Wypuść mnie stąd! - krzyknęła.
- A co? Strach Cię obleciał? - zadrwił Draco.
- A nawet jeśli to co? Przetrzymujesz mnie tu jak jakiegoś więźnia! To nie jest Azkaban! - krzyknęła Hermiona.
Dracon pojmując słowa brunetki, podszedł do niej szybkim krokiem i złapał za policzki.
- Nie chciałem Cie przestraszyć. - szepnął.
Hermiona zaskoczona jego nagłą zmianą chciała coś powiedzieć, ale przeszkodził jej w tym jego palec na jej ustach. Poczuła jaką ma aksamitna skórę, a on wreszcie dotknął tych malinowych ust. Był zaskoczony jak delikatne i gładkie są.
- Nie psuj chwili. - szepnął.
Hermiona nie mogła nic powiedzieć, więc tylko patrzyła mu się w oczy. Wiedziała co Draco zaraz zrobi. Rozum podpowiadał jej, że nie powinna mu pozwolić. Przecież to jej wróg! Ale serce chciało tego. Pragnęła tego, jakby było to jej najskrytsze pragnienie. Draco widząc minę dziewczyny uśmiechnął się i powoli zbliżył się do niej. Sam tego chciał, a że za dwa tygodnie koniec szkoły, mógł już nigdy nie zasmakować tych ust. Draco przybliżył się i stykał się z dziewczyną nosami. Ich oddechy zmieszały się, a chłopak mógł poczuć jej perfumy. Świat przestał ich obchodzić. Tylko oni liczyli się w tej chwili. Nie mogąc wytrzymać napięcia w tym samym momencie zderzyli się w pocałunku, który wyrażał pożądanie i tęsknotę. Pocałunek trwał i trwał, a gdy Draco odsunął się by zaczerpnąć powietrza ujrzał zaróżowione policzki brunetki. Uśmiechnął się i jeszcze raz musnął jej usta. Na co ona zareagowała tym samym. Wreszcie odsunęli się na dobre. Draco wpatrywał się w oczy brunetki i głaskał ją po policzku.
- Kocham Cię. - szepnął, a po chwili sam zdziwił się swoimi słowami.
Hermiona zaskoczona,, a jednocześnie ucieszona tymi słowami pocałowała Dracona jeszcze raz.
- Ja Ciebie też. - uśmiechnęła się.
Draco otworzył drzwi i razem ramię w ramię, trzymając się za ręce wyszli z biblioteki. Chłopak odprowadził ją do pokoju Gryfonów i jeszcze raz pocałował dziewczynę.
- Dobranoc. - uśmiechnął się i odszedł.
Hermiona jak i Draco nie mogli zasnąć tej nocy. Czuli na swoich ustach dotyk ust tej drugiej osoby. Hermiona była szczęśliwa, a Draco wreszcie poczuł się kochany.
wtorek, 26 lipca 2016
Rozdział 5
Harry razem ze swoim przyjacielem ruszyli do gabinetu Kingsley'a. Musieli jak najszybciej powiedzieć mu co stało się w św. Mungu. Harry zastukał do drzwi jego gabinetu, a potem uchylił drzwi. Kingsley siedział przy biurku i gdy spostrzegł kto jest w drzwiach od razu wstał.
- Witaj, Kingsley. - powiedział Harry, a zza niego wychylił się Ron.
- Harry, proszę wejdź. - powiedział w podszedł do mężczyzn. - Witaj Ronaldzie. - Ron kiwnął mu głową na powitanie. - I jak sprawy w św. Mungu?
- Niedobrze. - westchnął Ron.
Usiedli, a Harry opowiedział Kingsley'owi o wszystkim czego byli dzisiaj świadkami. Kingsley był zaskoczony.
- Ale przecież Cedrik Diggory nie żyje! - krzyknął zdegustowany Kingsley.
- Ja też jak uważałem. On umarł na moich oczach. - westchnął Harry.
- Jutro pójdę tam i to sprawdzę. - powiedział Kingsley. - A teraz jesteście wolni.
Ron ucieszony szybkim powrotem do domu szybko pożegnał się z nimi i wyszedł z Ministerstwa. W kieszeni dał o sobie przypomnieć liścik od Hermiony. Ron nigdy nie był wylewny w uczuciach, ale wiedział, że stało się coś dobrego. Postanowił kupić Hermionie różę. Zadowolony teleportował się do swojego domu. Już w progu poczuł, że atmosfera jest napięta.
~*~
Hermiona uwijała się jak w ukropie, bo wiedziała, że za niedługo ma wrócić Ron z pracy. Chciała by wszystko było idealnie i perfekcyjnie. Stół nakryła białym obrusem w granatową kratę i poustawiała ich najlepsza zastawę. Pieczeń (według przepisu Molly Weasley) dochodziła w piekarniku, a sałatka mieszała się na kuchni. Gdyby nie użyła magii, byłaby spóźniona o jakieś dwa sosy do pieczeni. Chciała zrobić niespodziankę swojemu narzeczonemu. Kiedy usłyszała, że ktoś się teleportował, zaniosła sałatki na stół i ściągnęła fartuch.
- Już idę! - krzyknęła, gdy usłyszała dzwonek do drzwi, co ją zaskoczyło, bo Ron nigdy nie dzwoni.
"Pewnie zapomniał kluczy." - pomyślała.
Ruszyła w stronę drzwi, jeszcze przeglądają się w lustrze. Miała na sobie swoją ulubioną sukienkę w kwieciste wzory i białe sandałki. Przekręciła klucz w zamku z lekkim zgrzytem i otworzyła drzwi.
- O boże! - krzyknęła widząc kto stoi zza drzwiami.
Hermiona była tak zaskoczona, że nie mogła wydusić ani słowa więcej.
- Witaj, Hermiono.
----------------
Zapraszam do komentowania :)
Pozdrawiam!
- Witaj, Kingsley. - powiedział Harry, a zza niego wychylił się Ron.
- Harry, proszę wejdź. - powiedział w podszedł do mężczyzn. - Witaj Ronaldzie. - Ron kiwnął mu głową na powitanie. - I jak sprawy w św. Mungu?
- Niedobrze. - westchnął Ron.
Usiedli, a Harry opowiedział Kingsley'owi o wszystkim czego byli dzisiaj świadkami. Kingsley był zaskoczony.
- Ale przecież Cedrik Diggory nie żyje! - krzyknął zdegustowany Kingsley.
- Ja też jak uważałem. On umarł na moich oczach. - westchnął Harry.
- Jutro pójdę tam i to sprawdzę. - powiedział Kingsley. - A teraz jesteście wolni.
Ron ucieszony szybkim powrotem do domu szybko pożegnał się z nimi i wyszedł z Ministerstwa. W kieszeni dał o sobie przypomnieć liścik od Hermiony. Ron nigdy nie był wylewny w uczuciach, ale wiedział, że stało się coś dobrego. Postanowił kupić Hermionie różę. Zadowolony teleportował się do swojego domu. Już w progu poczuł, że atmosfera jest napięta.
~*~
Hermiona uwijała się jak w ukropie, bo wiedziała, że za niedługo ma wrócić Ron z pracy. Chciała by wszystko było idealnie i perfekcyjnie. Stół nakryła białym obrusem w granatową kratę i poustawiała ich najlepsza zastawę. Pieczeń (według przepisu Molly Weasley) dochodziła w piekarniku, a sałatka mieszała się na kuchni. Gdyby nie użyła magii, byłaby spóźniona o jakieś dwa sosy do pieczeni. Chciała zrobić niespodziankę swojemu narzeczonemu. Kiedy usłyszała, że ktoś się teleportował, zaniosła sałatki na stół i ściągnęła fartuch.
- Już idę! - krzyknęła, gdy usłyszała dzwonek do drzwi, co ją zaskoczyło, bo Ron nigdy nie dzwoni.
"Pewnie zapomniał kluczy." - pomyślała.
Ruszyła w stronę drzwi, jeszcze przeglądają się w lustrze. Miała na sobie swoją ulubioną sukienkę w kwieciste wzory i białe sandałki. Przekręciła klucz w zamku z lekkim zgrzytem i otworzyła drzwi.
- O boże! - krzyknęła widząc kto stoi zza drzwiami.
Hermiona była tak zaskoczona, że nie mogła wydusić ani słowa więcej.
- Witaj, Hermiono.
----------------
Zapraszam do komentowania :)
Pozdrawiam!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

